Grant zamówiła jeszcze po kieliszku białego wina. Marjet szybko dopiła swoje, zanim na stole pojawiły się nowe.
– Niedługo znów rocznica jego śmierci – powiedziała Grant.
– Leo? To już? Mój Boże, jak ten czas ostatnio leci.
– On nigdy mnie nie rozumiał.
– Może dlatego wam się układało.
– Otóż to.
– Bardzo proszę. – Barman ostrożnie postawił dwa kieliszki sauvignon. Miał na sobie jednorazowe rękawiczki, a maseczka zakrywała jego szeroki uśmiech.
– Nawet orzeszków nie dostaniemy – zauważyła Grant.
– A zjadłabym coś słonego – zgodziła się Marjet.
– Morze też okropne.
– Spójrz tylko na te koktajle, cieszę się, że to nie ja je zamówiłam.
– Okropne.
– Za to lampy ładne.
– No, to dobranoc, kochana.
– Chyba „na zdrowie”?
– Ach, dobranoc, na zdrowie, jeden pies.
Grant wzięła łyk wielki jak grób marynarza. Marjet ochoczo wyrzuciła za burtę początkową rezerwę, ale potrzebowała trzech łyków, by dotrzymać tempa amerykańskiej przyjaciółce.
– Ale ciemne niebo, co?
– Prawie nie widać mola.
– Jak dla mnie i tak jest brzydkie.
– Teraz, we mgle, wygląda ładnie.
– Czy oni grają dwa kawałki naraz?
– Nie, to chyba jazz.
– Raz słyszę fortepian, a za chwilę znowu co innego. Daliby lepiej pianiście coś do picia.
– Może raz by zmienił repertuar.
– Albo w ogóle dał sobie spokój.
– Dawniej mieli tu też jazzowe koncerty noworoczne, chodziliśmy na nie.
– To były czasy.
– Teraz już nie wychodzę wieczorem.
– Coraz częściej tak mam. Już o trzeciej zamykam drzwi na klucz.
– No wiesz, to by było na tyle.
– To by było na tyle. Z nami tak samo.
– Jeszcze trochę.
– A co słychać u Everta?
– Tego nie wie nikt.
– A u Wien? Wcale nie mam już z nią kontaktu.
– Trochę z niej jęczydusza.
– Jak ja do niej nie zadzwonię, to sama się nie odezwie.
– Mało co z niej zostało, z dawnej Wien. I ma problemy z chodzeniem.
– Filutką to ona nie jest.
– A taka była roześmiana.
– Tak, ale zawsze się zastanawiałam, czy to było prawdziwe, czy była szczera.
– Umówiłyśmy się na sobotę, ale zawsze może odwołać.
– Oj, i co z tego, najwyżej zadzwonisz do mnie?
– Ty też nigdy sama nie dzwonisz.
– A mimo to tu siedzimy.
– Przyjemnie, co?
– O, jeszcze jak. Cudownie.